
Heiii, długo nie pisałam ponieważ, byłam chora. Nadal jestem ale jest już lepiej. Biorę sześć razy dziennie leki ale już tylko do dzisiaj (nareszcie ! ). Jak wiecie we wtorek piszemy testy, powoli się przygotowuję. Powtarzam rzeczy z 1 i 2 klasy. Kiedyś to co było w 1 klasie wydawało mi się trudne, no ale jak teraz mam trudniejszy materiał to tamto wydaje mi się łatwe (logiczne nie? ). Dobra koniec o szkole. Namawiałam moją przyjaciółkę cały tydzień żeby pojechała ze mną i księżmi którzy to organizowali na Śnieżnik, ale w piątek zaczęła mnie brać choroba i powiedziałam jej, że nie jadę a ona mi mówi, że już nas zapisała (no to już pojadę). No to pojechałam chora z bolącą głową i gardłem, zatkanym nosem ale nie żałuję, że pojechałam. Było super ! . Szliśmy czerwonym szlakiem (okropna trasa) cały czas pod stromą górkę. Trochę byłam zła na Ewkę, że mnie chorą wzięła w góry, ale po jakimś czasie gdy zobaczyłam te cudne widoki ode chciało mi się marudzenia. Droga już prawnie przy szczycie była pokryta śniegiem. I to nie była 5 cm warstwa śniegu, to była 0,5 m warstwa. Śnieg był nie ubity i tym sposobem wiele osób wpadało nogami w śnieg (haha to trzeba samemu zobaczyć). Ok. 2 km od szczytu stało schronisko w którym można było wypić ciepłą herbatę i zjeść coś ciepłego, ale my postanowiliśmy zjeść po zejściu ze szczytu. Tak więc zrobiliśmy. Na drodze na szczyt było jeszcze więcej śniegu od 0,5m do 1m. Już miałam rezygnować z dalszej drogi ale powiedziałam sobie ( pojechałaś to już wejdź na szczyt, tam są piękne widoki, trzeba się pochwalić, że byłam na szczycie) tak więc z moją motywacją weszłam na szczyt,
na serio widok był przepiękny ale trochę wiało

( nie dziwne, na ok. 1400m n. p. m. musi trochę
powiać).
Było mi mega zimno bo po 1.byłam chora a po 2. miałam przemoczone buty, tak, że można było z nich wylewać wodę. Na szczycie byliśmy jakieś 30 min no i zaczęliśmy schodzić a raczej zbiegać, wyobraźcie sobie jak tam musiało być śmiesznie kiedy zbiega się po metrowym, nieubitym śniegu (haha) nogi wbijały nam się w śnieg, jak nóż w masło (haha). Po dotarciu do schroniska ja z Ewą kupiłyśmy sobie obiad na pół, i dostaliśmy wszyscy ciepłą herbatę z cytryną. Rozgrzaliśmy się i postanowiliśmy schodzić. Później było trochę śmiesznie bo śnieg na drodze zaczął się roztapiać i zrobiła się "ślizgawka". Trzeba było schodzić bokiem. Na
końcu trasy nie było już tyle śniegu więc nie było tak śmiesznie.
I to chyba tyle z mojego tygodnia bo resztę dni leżałam z gorączką w domu...
Lu :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz